czwartek, 16 października 2014

zniszczone drzwi i gowno

Tak, zniszczyliśmy z Dzieckiem drzwi do łazienki.
Wszystkiemu winna Czarna. Czarna jest obrzydliwym gównojadem. Między innymi dlatego na spacerze chodzi na sznurku - każdy napotkany na glebie śmierdziel, to dla niej super przysmak. I żadnym "głosem" nie spowoduję, by z niego zrezygnowała: jakieś padliny rozmemłane, kocie, kurze, a kozie, to dla niej, jak dla mnie kiedyś "kawka likworowa" (kto pamięta "kawkę likworową"?) Jak mam ją w pilnym zasięgu wzroku, to mocnym szarpnięciem sznurka spowoduję odstąpienie od konsumpcji. Patrzy na mnie wtedy wzrokiem przestępcy..
Od kiedy w domu pojawiły się koty, musiała się tez pojawić kuweta. I stanęła oczywiście w łazience. W związku z czym, drzwi do łazienki, wbrew powszechnie obowiązującym zasadom, zawsze były uchylone.
Czarna czasem zagląda do łazienki, ale nigdy nie zdarzyło mi się widzieć, żeby pchała nos, gdzie nie trzeba (a na pewno by się przy mnie nie krepowała). Z tym, że b. długo używałam żwirku bentonitowego, tego najzwyklejszego, i jego chamski zapach być może ją zniechęcał.
Aż tu wczoraj zastałam Czarną z kocia czekoladką. Dostała w pysk natychmiast (niestety, w takich razach tłumaczenie nie jest najlepszym rozwiązaniem) i spowodowała błyskawiczne dojrzenie we mnie decyzji zepsucia drzwi. Prawdę mówiąc, to o tym psuciu myślałam od początku występowania w domu kotów, ale tak się trochę wahałam, nie będąc pewna, jak drzwi to przeżyją. Albowiem drzwi mają już trochę lat, ok. 45, i deska od strony zamka i klamki jest na tyle niepewna, że miałam zamiar wymienić je na nowe, kiedy tylko będą jakieś pieniądze, które nie będą musiały być na nic innego wydane.
W każdym razie wrzasłam natychmiast na Dziecko, które z braku innych zajęć okupowało kompa w swojej norze.  Dziecko przyleciało natychmiast i zaskoczyło mnie absolutnie, tym, że zamiast jak zwykle burknąć coś i zniknąć, złapało i zdjęło drzwi.(Widać brak zajęć już mu nieco dokuczył, albo perspektywa destrukcji okazała się miła) Ułożyło je z pomocą mą na kuchennym stole, po czym poleciało do warsztatu po zestaw potrzebnych narzędzi, po czym wyrżnęło otwór. I tu nastąpiło kolejne zaskoczenie, bo rżnięte drzwi zaczęły wydawać z siebie cudowny zapach drewna i żywicy. Naprawdę się tego po nich nie spodziewałam, przerabiawszy wielokrotnie szpachlowanie tej jednej wrednej deski. Po czym drzwi zostały zawieszone przy współpracy mojej i Dziecka - za pierwszym razem udało nam się na wszystkie zawiasy trafić i nikt nie przyciął palców przy tym. Po czym Dziecko zabrało dupę w troki i wróciło do swojej nory, zostawiwszy mi do uprzątnięcia cały pozostały pierdolnik.
Po czym wrócił Starszy,który w tym czasie składał kurtuazyjną wizytę imieninową najstarszej siostrze w towarzystwie szwagierki najstarszej-ale-nie-najważniejszej. (Owa siostra jest faktycznie najstarsza, ale z nią nie utrzymujemy kontaktów częstych, więc nie jest traktowana jako szwagierka. A Starszy zapewne dostał instrukcje telefoniczne od szwagierki nienajstarszej-ale najważniejszej, pod tytułem, że "to mogą być ostatnie imieniny"). I pierwsze słowa po wejściu do kuchni były "Zepsuliście moje drzwi!". Ale oprócz tego nie wypowiedział się więcej w sprawie. A ja mu dałam do powąchania kawałek drewna z tych drzwi. I znowu był dumny i blady, jakie to on porządne drzwi, z porządnego drewna obstalować kazał.
Koty miały lekcje wchodzenia i wychodzenia dziurą, przy użyciu niezdrowej i niezdatnej dla kotów, ale jakże pożądanej przez nie, kiełbasy. Obawiałam się trochę, czy Arkadiusz da radę i zechce, bo on jest wielkim kotem i wielkim indywidualistą - ale się zmieścił.Co prawda nie widziałam go potem włażącego, ale mam nadzieję, że włazi jednak, bo na razie nic mi po kątach nie śmierdzi. Natomiast dwie kocie wariatki śmigają wte i wewte, jakby ta dziura była od zawsze. No i wygląda, że stała się dla nich pewną atrakcją.
A poza zniszczeniem drzwi odbyło się wcześniej koszenie sadu i orzechowej łączki sąsiada. Przy totalnym wqrwie Dziecka i akompaniamencie słów powszechnie uważanych za wulgarne, a nawet obelżywe, podczas slalomu z rotacyjną między drzewami i pniakami pozostałymi po wycięciu drzew, a z trawy niewidocznymi.
Ogólnie - Dziecko jest podłamane i ma , qrwa, dość. Liczyło na dochód jakiś z kukurydzy, a tu się okazuje, że zostanie tylko dopłata. Która i tak by była, przy nicnierobieniu. Ceny skupu wszystkiego, co w polu, w sadzie i warzywniku urosło, są w tym roku tak marne, że rozpacz ogarnia. I faktycznie  - robić się odechciewa..
Podczas porannego wysikawania psów usłyszałam z obórki wrzaski jakoweś. Czyżby któraś z dziewczynek poczuła wolę bożą? I znów problem, bo nie stwierdzam kawalera żadnego w okolicy, który mógłby być brany pod uwage...
Napomknęłam coś o trzeciej kozie.. Na co Dziecko: "Kupuj, kupuj, ja uwielbiam gnój ładować". Oczywiście z ukrytym wqrwem w głosie. I sprawa załatwiona...
Ale, ostatecznie, jak się okazuje, na gówno chętni się znajdą,  nawet sami sobie naładują. Biorąc pod uwagę, że ostatnio na wsi głównymi producentami gnoju są kury i to występujące sporadycznie. A za chwilę, aby trzymać zwierzęta gospodarskie trzeba będzie mieć specjalne zezwolenie, popartem brakiem sprzeciwu ze strony sąsiadów. Co, patrząc na "miastowe" zadęcie niektórych, może być trudne czasami.
Ale: miasto ma spaliny, wieś ma/miała gówno. Ostatecznie wolę gówno..


4 komentarze:

  1. Popieram nową kozę - a może raczej kozła, co? Tylko nie kupuj może, ale adoptuj! W Korabiewicach jest chyba kilka (naście). Ja jedyne, co mogę, to wysyłam co miesiąc głupie 10 zł na wsparcie, aż mi czasem wstyd... Ale wiesz, nawet najmniejsza kózka już się u mnie nie zmieści... że nie wspomnę o sąsiadach... I tak jesteś kochana! G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga G. -Korabiewice nieco za daleko, nie sądzisz?
      A czemu Ci ma być głupio? Z nadmiaru wielkiego im nie dajesz...

      Usuń
  2. Witaj.Mój piesio delektował się nawet swoją kupą ,nie wspomnę o kurzych czy nawet wyjadał mi ziemię z gównem z ogródka.Przy szczepieniu na wściekliznę wspomniałam o tym lekarzowi.stwierdził,że to normalne jak psu brakuje mikroelementów to sobie szuka w naturze, za kilka złotych zakupiłam u niego jakiś tam zestaw tychże - myślała ,że ot tak sobie chciał sprzedać jakieś tabletki , zadziałało, nie wiem na jak długo ,ale o kilku miesięcy nie widzę u piesa apetytu na delikates gówniany.Warto spróbować.Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje są na szt. karmie. Wcześniej to było #Lup#o Sensitive, teraz odchudzająca Eukan. Sa tam różne dodatki mineralno witaminowe. Myślałam,ze wystarczy. Ale w tej nowej pewnie mniej. Z tabletkami wszelkimi problem straszny - jak to podać żeby zżarły. Księżniczka jest taka specjalistka, że nawet pokruszona tabletkę zawinięta po kawałeczku w wędlinkę, potrafi wypluć. Kupiłam Biot#yn#ę. Mogę sobie wybić z głowy, że zje. Swoją drogą, producenci bez wyobraźni, piguły tak wielkie, że człowiek by sie udławił.

      Usuń

Prawdziwa cnota krytyki się nie boi.
Ale, jeżeli ktoś ma zamiar wylewać w komentarzach swoje żale, smutki i nagromadzoną żółć, to nic z tego. Będę usuwać. Tak, że szkoda trudu..