środa, 2 marca 2016

Dziki lokator

No i, ni stąd ni z owąd  mamy marzec. Niektórzy już od poniedziałku go mieli, bo nie zakonotowali w mózgownicy, że rok podzielny przez 4, więc przestępny, jakby. Ja w zasadzie zaskoczyłam dopiero w niedzielę. I natychmiast porzuciłam wszelkie nadzieje na to, że w tym roku będzie lepiej. Nie będzie. Co gołym okiem widać w naturze np.(M.in, co istotne może najmniej w tej naturze, w sobotę, podczas obchodu ogródka dla oszacowania kurzych zniszczeń, zauważyłam roje komarów. W lutym komary! Tego jeszcze me oczy nie widziały!)
I nie tylko w naturze. Dziś Dziecko dostało pismo od Pana Prezesa (nowo namaszczonego), że dopłaty nie może się spodziewać wcześniej niż po 31 maja. Za to banki czekają na kredytobiorców z ha, agencja płaci odsetki. Rolnik teoretycznie nie traci (praktycznie niektórzy tak, bo tych pieniędzy agencja nie wyda na inną pomoc), banki rosną w siłę , bo ruch w interesie. Już chwilę temu zastanawialiśmy się z Dzieckiem, czy te opóźnienia dopłat nie mają jakiegoś "głębszego" uzasadnienia (głębokość równa głębokości czyjejś kieszeni).
Pogoda też zrobiła się taka więcej marcowa od poniedziałku. Co zresztą przewidywałam. No bo mi Dziecko wywiozło w niedzielę mój cudny klocek do rąbania do sadu i umieściło koło sterty gałęzi, które czekają na siekierę. Siekiera już naostrzona zresztą. I jak ten klocek znalazł się w miejscu przeze mnie zaplanowanym to padać musiało obowiązkowo.
Dziś rano straszyło zimą, a teraz mamy prawie maj.
Pogoda (?) mnie rozwala totalnie i robię, siłą woli, tylko to, co bezwzględnie muszę. Siądźkę już sobie odgniotłam nieco od tego siedzenia plackiem. Żeby totalnie nicnierobiejstwo się nie rozpanoszyło, w poniedziałek upiekłam chlebuś mój "kuciany". Tym razem na serwatce podpuszczkowej, bo w sobotę zdarzyło mi się serek popełnić z zamarzniętego mleka. Nabyłam bowiem jeden świński półdupek, który został rozparcelowany na przyszłe szynki oraz kiełbasy. Część kiełbasiana od razu została zmielona. I wszystko to musiało pójść na razie do zamrożenia, bo jeszcze za wcześnie na wrzucanie w marynaty. Wobec czego musiałam opróżnić częściowo zamrażalnik, usuwając z niego butelki z mlekiem. Serunio wyszedł pyszny. Smakował tym bardziej, że dawno go nie było. Zazdraszam wszystkim tym, którzy mogą sobie żywe mleko kupić.U mnie takiej możliwości na wsi nie ma. Zatem o seruniu trzeba na długi czas zapomnieć.


Na razie jakoś dogadujemy się z piekarnikiem, że mi tego chleba na węgiel nie spali i z zakalcem nie wypuści. Może trochę zbyt "rumiany", ale baardzo jadalny.

Wczoraj mnie poniosło do obórki z musem wewnętrznym zrobienia tam porządku. Mus się wziął nie tylko ze względu, iż mi ta słoma leżąca wszędy na uczucia estetyczne wchodziła. Dodatkowo wyczaiłam, że "coś" korzysta nielegalnie z noclegów u kóz. Jednego dnia odkryłam małe "gniazdeczko", wielkości może dużego grejpfruta, w boksie Andzi. Na następny dzień, głębokie rzucanie okiem znalazło takie gniazdeczko pod żłobem Wandzi. Żadnych innych śladów nie stwierdzono. I nie wiem, co to za stworzenie tak się wysypia tuż obok Andzi zadka. Wolałabym, żeby to było któreś z tych bardziej sympatycznych, łasica np.a nie szare futrzaki. W każdym bądź razie wyniosłam wszystką słomę zalegającą luzem  na skutek akcji destrukcyjnych Wandzi. W ten sposób możliwości "czajenia się po kątach" tajemniczego lokatora zostały troszeczkę ograniczone, a w obórce zapanował w końcu właściwy porządek. Pomijając fakt, że dywaniki mają już na jakieś 30 cm grube i do karmidła stają z tyłkiem wyżej głowy, bo nie dość, że naturalny spadek posadzki, to jeszcze dościelało się głównie tam, gdzie samo spadło, czyli w przeciwnym końcu boksów.

Mimo słoneczności za oknem, sennie jakoś wśród zwierzyny.
Przyzwoite koty, które do późna w noc uskuteczniały tupanie po parkiecie, teraz odsypiają i nabierają sił na następne nocne gonitwy.

Koteczek Areczek zaanektował fotel. Na fotelu najbardziej ohydna fotelowa wyściółka, bo nawet szkoda się wygłupiać z czymś innym - jak nie pazurami załatwią, to kupą kłaków.

Antonina nie musi mieć miękko, byle było ciepło. 

Tylko Klementyna snuje się po domu jak smród po gaciach i we wszystkich możliwych miejscach sprawdza, czy jej tam nie ma. Właśnie sprawdziła w nadstawce, gdzie leżą moje bluzki. Toto białe, co tam za nią widać, zdążyło ją  wyprzedzić w locie, więc lądowała na miękkim. Pozostałe pootwierane szafki, to nie moje niedbalstwo, tylko wynik poszukiwań Klementyny. Czy w tej sytuacji mogę mieć jakiś porządek w szafkach? No, niby na chwilę mogę - jak uda jej się większą ilość rzeczy wyrzucić na podłogę wtedy układam od nowa.

Do kompletu dobrych wiadomości - spłuczka złapała już padakę ostateczną. Kilka razy była wcześniej reanimowana, w dość dużych odstępach czasowych i dawała radę. Dzisiejsza ilość reanimacji przekroczyła wszystkie poprzednie razem wzięte. Gmyram we wnątrzu tego rezerwuaru : idioci zrobili pływak z brzeżkiem, czyli takim jakby zbiorniczkiem na wierzchu.(Po co?) Gdzieśtam-skądśtam na ten pływak kapie. I jak nakapie za dużo to pływak spływa na dół, a woda się leje do zbiornika. Całe szczęście, że jak za dużo, to wylewa się dołem, a nie przez wierzch. Miałam kiedyś takiego akrobatę, co wierzchem wodę wylewał, a że wisiał wysoko to po ścianie, po ścianie. Tam na szczęście do kratki ściekowej spływało, a tutaj nie spłynie, bo kolejny idiota zrobił spadek posadzki w przeciwnym kierunku.

No i wracając z popołudniowego spaceru, tyle co się rozminęłam z panem, który sobie radośnie pomykał na spacerek z olbrzymim czarnym wilczurem. Oczywiście luzem i oczywiście bez kagańca.
Już nawet w pola swobodnie chodzić z psami nie mogę bo mi się w każdej chwili zza brzózek wyłoni przypał z brytanem luzem.

Czy faktycznie świat jest tak gęsto idiotami zaludniony, czy tylko ja mam takiego cholernego pecha?

15 komentarzy:

  1. Tak, gęsto zaludniony, o czym przekonałam się w niedzielny poranek; nawet w świętą niedzielę myśliwi nie dają nam spokoju, zostawił sobie taki z fuzyjką na plecach auto na sąsiedzkiej posesji, i poszedł na poniższe łąki, a moje psy luzem na tym bezludziu; czy ja wiem, co takiemu o morderczym instynkcie do łba strzeli? musowo się grodzić i już; a lokator pewnie załapuje się na ciepłe plecki kozie, zawsze to miło przytulić się i pospać:-) nasze popielice jeszcze śpią, ale od marce już czuję harce nad głową; w chatce wymieniamy cały mechanizm spłuczki bardzo regularnie, bo woda bardzo wapienna, zostawia dużo osadu; cosik mi za plecy wlazło, do tego smarkam, kicham, wiem ... to mąż zawłóczył jakiegoś prątka do domu, najpierw on, teraz ja, trzeba mi na Pogórze uciekać, coby Jaśka nie poczęstować nim; ależ te Twoje kociska wyglądają, jak tygrysy, błyszcząca sierść aż faluje na tłustych boczkach, zresztą mój Gucio też, je i śpi, a boi się wychodzić, bo on bezjajeczny, pewnie go inne kocury biją; w zeszłym tygodniu przejeżdżałam przez Twoją osadę, jakież tam można jeszcze piękne chałupy z bala spotkać, a byłam w Nowosielcach, kupić sobie w klamociarni używany rozdrabniacz do gałęzi w ogrodzie, i wracamy do domu, omijając P. ładnymi drogami:-) wreszcie słońce wyszło, aż chce się wyjść na podwórze; pozdrawiam serdecznie zza miedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łojojoj, nie wiedziałam, że oni tam takie rzeczy miewają! A u mnie sterta gałęzi w sadzie czeka na siekierę! W moich rąsiach. Żeby tylko nie wiało wreszcie, bo wygwizdów tam straszny.
      A polowace to jest skrajna kategoria idiotów. Razu pewnego chcieli mi ustrzelić psa biegnącego przy nodze prawie, na polnej drodze w odległości 50m od domów. Bo oni sobie w niedzielne przedpołudnie poszli postrzelać po polach, tuz za chałupami. Zgłaszanie służbom nie ma sensu, bo wiadomo kto poluje. I niestety, w naszych czasach, na ogół poziom zawartości portfela jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu kultury szeroko pojętej.
      U mnie też wyszło. I ja wyszłam z psami. A ono się schowało.
      Ja wymienię po prostu całość, bo to szkoda sie bawić w szukanie uszczelek itp. Mam najtańszy rezerwuar plastikowy, więc nie ma problema. A wymiana całości prostsza niż babranie we wnątrzu, zwłaszcza,że ten badziew nienaprawialny prawdopodobnie. A propos naprawiania: dziecku w KRK ciekło. Zamówiony magik wymienił uszczelkę i krzyknął 130zł. Ale tam pewnie taka stawka u magików minimalna, bo zareanimacje junkersa tylez samo zawołał

      Usuń
    2. Też odebraliśmy wczoraj pismo z arimr-u o przesunieciu dopłat, i też zastanawialiśmy się z mężem, co się pod tym kryje; zobacz, jaki koszt tej akcji, każde pismo polecone, a zazwyczaj pod spodem takich decyzji bywał dopisek, że w ciągu iluś tam dni przysługuje odwołanie, a tu nic:-) mam przed oczami twarz pani Szydło, wymachującej papierem i i jej słowy: żeby rolnikom żyło się godniej ... no to i mamy godniej; nóż w kieszeni się otwiera na tę bandę kłamców, oszustów ...

      Usuń
  2. na dzieci to takie haczyki plastikowe są żeby szafek nie otwierały. czy koty są zdolniejsze i otworzą łapeckom- oto jest pytanie, ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty zdolniejsze! Ona wychodzi na szafę i od góry to otwiera. Te drzwiczki maja takie zatrzaski, ale koteła daje radę.

      Usuń
  3. ale chlebuś!
    a możnaby prosić jeszcze raz , tak po kolei, łopatologicznie jak dziecku funkcję z 2 zmiennymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Instrukcje łopatologiczną wysłałam mejlem

      Usuń
  4. Głębszy sens opóźnionych dopłat jest jedynie taki że, hołota z PSLu wolała dzielić się złodziejskimi łupami niż pracować, i w d...e mieli czas dopłat i systemy temu służące, wystarczyło że premie w setkach tysięcy trafiały w czasie na ich konta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ustalenia poglądów nadmienię tylko,że "hołota" z peeselu trzymała włądzę we wszystkich instytucjach związanych z rolnictwem od zarania ich powstania. I, pomijając wszystko inne, dopłaty akurat były wypacane zawsze grudzień, styczeń najpóźniej.

      Usuń
    2. (Dal ustalenia poglądów nie jesteśmy ani zwolennikami ani wyborcami PiS'u) A to Szanowna nie wie, że ,,miała być'' zmiana systemu informatycznego, której niestety hołota z ZSL nie zrobiła, zostawiając ,,kukułcze jajo'' dla następców. Wystarczyło że premie wszystkim ZSl'uchom i rodzinom zdążyli wypłacić.

      Usuń
  5. A pięćsetki na głodne dzieci natychmiast wypłacane to skąd? Z pustego i Salomon nie naleje. A dopłaty będą jak wpływy roczne z podatków dojdą.
    Tak na marginesie - slamsy w moim miasteczku się cieszą. Będzie za co chlać ew. wąchać. Bo buty dzieciom i tak opieka da albo same ukradną. Za to będą ludzkie króliki mnożyć. Ale o wychowanie tabunu młodocianych hultajów za naście lat to społeczeństwo będzie się martwić. I tak ideał sięgnął bruku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpływy z podatku rolnego dojdą niewiadomo kiedy. Mnóstwo ludzi, dla wyrażenia wqrwu, zalega z podatkami. Zasada przyznawania odszkodowań klęskowych (susza) była taka, że mało kto dostał. choć straty były ewidentne na wszystkim (najmniejsze może w ququrydzy)). Stąd wqrw i nieposłuszeństwo społeczne.

      Usuń
    2. @Evunia wypadało by wiedzieć jak się chce pyskować, że dopłaty nie są wypłacane z budżetu krajowego. A za naście lat to tego ,,społeczeństwa'' już nie będzie, więc niech się nie martwi ,,przedstawicielka owego'' :)
      @colorado2811 Mnóstwo ,,ludzi wyrazi się'' dopiero jak do domu przyjdą komornicy ,,postawić kropkę'' zobaczymy jak szybko wtedy odechce się ćwoczkom protestów :D A co do odszkodowań, nie słyszeliśmy aby jakakolwiek firma dostała odszkodowanie, gdy jej interes nie poszedł po myśli (nawet jak maja straty ewidentne:) A podobno wedle konstytucji(tej, tak bronionej przez hołotę wszelkiego autoramentu) wszyscy POLACY są równi.

      Usuń
  6. JAK JUŻ NARZEKAMY - DOSTAŁAM EMERYTURĘ ZA 03 Z WALORYZACJĄ-CAŁE 5,63 -TAK MAŁO NIGDY NIE BYŁO.EMERYT I TAK DO PIACHU.kRYSTYNA

    OdpowiedzUsuń
  7. Kozi Las, na pewno nie wiesz, co wiem ja, a czego nie wiem, co Evunia, czy ktokolwiek inny wypowiadający się tutaj. Tak, że najlepiej byłoby do tej wiedzy się nie odnosić, nie oceniać jej i nie komentować.
    Dla ustalenia poglądów poinformuję także, że do tej bandy ćwoczków, którzy nie dostali odszkodowań klęskowych należy także mój syn (Bez względu na to jak wygląda sprawa odszkodowań dla firm, korporacji, i innych takich. Rolnictwo to szczególny rodzaj firmy, a odszkodowania klęskowe są wypłacane przez państwo rolnikom nie tylko w naszym cudnym kraiku). Nie wiem, jak by wypadła konfrontacja intelektualna z moim synem, tak że nie życzę sobie, by ktokolwiek nazywał go ćwoczkiem. Nie życzę sobie również, żeby osoby, które są tutaj moimi gośćmi, były w jakikolwiek sposób obrażane. Zamykam dyskusje w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń